1 lutego 2014

Rozdział 1

 *Oczami Lucy*
Dzień jak co dzień, obudziliśmy się z Emii o 06:50, zjadłyśmy śniadanie, umyłyśmy się, ubrałyśmy, umalowałyśmy i poszłyśmy do szkoły, dzisiaj szczególnie nie chciało mi się do niej iść bo mieliśmy sprawdzian a ja się nie nauczyłam i na pewno dostane jedynkę no ale cóż walić to. Byłyśmy już w szkole, droga z domu do szkoły zajmuje nam 10 minut, rozmawiałyśmy o wszystkim, kiedy był dzwonek chciałam wejść do klasy na lekcje biologii z której miałam sprawdzian ale zatrzymała mnie podekscytowana Briana.
- Eeej spokojnie, co się stało ? - zapytałam patrząc na nią jak na idiotkę.
- Carlos zaprosił mnie na domówkę a Ty idziesz ze mną - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna
- No chyba źle się czujesz c'nie? - powiedziałam i poszłam do klasy
- Nie, czemu? - zapytała że zdziwieniem i poszła w moje ślady - to jedyna okazja żeby zostać popularne.
- Nie potrzebuje popularności i już nie raz Ci to mówiłam Briana - powiedziałam i usiadłam w ławce
- Lucy no proszę Cię noo, chodź ze mną, nie rób mi tegoooo ! - krzyknęła na cała sale i zrobiła minę zbitego psa, a klasa spojrzała na nią jak na idiotkę.
- Dobra już z Tobą pójdę ale się zamknij - powiedziałam rozbawiona.
- Jejciu, dziękuje, dziękuje, dziękuje - powiedziała i podbiegła do mnie i mnie przytuliła, gdy do sali wszedł nauczyciel Smith
- Już po dzwonku siadać na miejscach piszemy sprawdzian !- krzyknął na całą klase
- Yyyyy - zareagowała klasa
- No już już na ławce zostaje tylko długopis, jakoś ktoś będzie ściągać ma od razu jedynkę bez możliwości poprawy - powiedział jak zawsze kiedy coś piszemy i rozdał nam sprawdziany, nic nie rozumiałam wiec odłożyłam sprawdzian na bok, siedziałam w ławce i rozglądałam się po klasie, 40 min dłużyło mi się w nieskończoność aż w końcu dzwonek i wszyscy uczniowie wyszli w klasy, Pan Smith zawołał mnie jak już wychodziłam z klasy i zaczął:
- Czemu nic nie pisałaś ? - zapytał że zdziwieniem
- Nie nauczyłam się panie profesorze - odpowiedziałam i spojrzałam mu w oczy
- Jesteś mądrą dziewczyną, nawet nie spróbowałaś przeczytać
- No bo i tak bym nic nie zrobiła.
- A ja myślę inaczej, no dobrze idź już Cię nie zatrzymuje Lucy ale musisz to poprawić - powiedział i usiadł za biurkiem
- Dobrze psorze poprawie, do widzenia - powiedziałam i wyszłam z klasy.
Dzisiejszy dzień w szkole minął mi bardzo szybko i tak jak zawsze, kłótnie, śmiechy, Carlos i jego "fanki", szczęśliwa Briana bo idzie na domówkę do Carlosa, ja jakoś nie byłam z tego zadowolona ale przynajmniej się napije, wiem też że Emii nie będzie z tego zadowolona ale nie obchodziło mnie to szczerze.
- Wiesz co Emii dzisiaj musisz mi pomóc - powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyny jak wracałyśmy ze szkoły
- Gdzie znowu chcesz iść - powiedziała, przyzwyczaiła się już do tego wiec nie było problemu
- Briana wyciąga mnie na domówkę do Carlosa obiecałam że pójdę - powiedziałam obojętnym głosem
- Do Carlosa ? - zapytała że zdziwieniem i słyszałam że ma podniecony głos - Mogę iść z Tobą ? proooosze - zapytała i zrobiła minę zbitego pieska
- Serio chcesz iść do niego ? - zapytałam z miną WTF, widziałam że Carlos jej się podobał ale nie sądziłam że złamie zasady żeby do niego pójść
- Taaak, proooszę.
- No dobrze ale trzymaj się mnie jak tam będziemy - powiedziałam z poważną miną
- Jej dziekujee - powiedziała i mnie przytuliła, poszłyśmy dalej w stronę domu.
W domu zjadłyśmy obiad, powiedziałyśmy rodzica że idziemy do kina na całą noc horrorów,umyłyśmy się, umalowałyśmy, ubrałyśmy i wyszłyśmy, po drodze wstąpiłyśmy po Briane i ruszyłyśmy na imprezę, dziewczyny były podekscytowane bo Obie Go lubiły ale tak bardziej ja nie przepadałam za nim bo widziałam jaki był, zadufany w sobie, arogancik ale jak obiecałam Brianie to poszłam mineło 6 minut i byłyśmy na miejscu, przywitał nas Carlos na mój widok uśmiechnął się i pocałował w polik weszłyśmy dalej i zaczęłyśmy pić kiedy podszedł do mnie Carlos i zaczął mówić - Miło że przyszłaś - i się słodko uśmiechnął pokazując dołeczki.
- Nie miałam innego wyjścia, obiecałam Brianie - powiedziałam obojętnie
- A już myślałem że przyszłaś bo się stęskniłaś, nie pamiętasz co było 3 lata temu ? - zapytał ze smutkiem w oczach.
- Niestety pamiętam - powiedziałam i upiłam łyk drinka, faktycznie kiedyś przyjaźniłam się z Carlosem, nawet był dla mnie bardzo ważny, kochałam Go ale zmienił się i ja też się zmieniłam, częściej się kłóciliśmy aż w końcu wszystko zakończyliśmy.
- Nie mów że było miło - powiedział
- Było do czasu - odpowiedziałam i poszłam do dziewczyn, czułam że chciałby mnie zatrzymać ale tego nie zrobił, bawiłyśmy się dobrze przez kilka godzin, wiadomo że każdy był już wcięty i to tak mocno aż w końcu wszyscy zgonowali a My po prostu zasnęłyśmy na łóżku ... Obudziłam się jakoś o 15:40 w około jeszcze wszyscy spali, pognałam do kuchni napić się czegoś i wziąść tabletkę na ból głowy. Usiadłam na kanapie, niezły był bałagan, po chwili czuje jak ktoś chwyta mnie za ramie, odwróciłam się a tam Carlos.
- Czego chcesz ? - powiedziałam ze złością.
- Pogadać - odpowiedział mi ze smutkiem w głosie.
- Nie mamy o czym - powiedziałam i odwróciłam wzrok.
- Proszę poświeć mi chociaż 5 minut - powiedział z miną zbitego psa.
- Masz 5 minut - odpowiedziałam i się do niego odwróciłam.
- Przepraszam Cię za to co się stało 3 lata temu naprawdę nie chciałem Cię zawieść - powiedział ze smutkiem w oczach, czułam że żałuje tego że mnie wtedy zostawił ale nie mogłam mu wybaczyć tak łatwo, za bardzo to bolało...
- I co myślisz że Ci od tak teraz wybaczę ? Wiesz jak to boli jak ktoś bardzo bliski Cię zawodzi ? - powiedziałam i wiedziałam że łzy napływają mi do oczu, ale nie mogłam teraz pokazać swojej słabości.
- Nie oczekuje że mi wybaczysz od tak ale chce żeby było jak dawniej, wiem że Cię zawiodłem i strasznie tego żałuje, dopiero teraz uświadomiłam sobie jaki błąd popełniłem i chce to naprawić - powiedział i widziałam że w jego oczach też pojawiają się łzy.
- Wiesz co jest o kilka lat za późno - odpowiedziałam i łzy automatycznie spłynęły mi po policzku, wiec wyszłam z salonu i udałam się do toalety, gdy zamknęłam dźwi osunęłam się po nich i rozpłakałam jeszcze bardziej, po czym wstałam i się ogarnęłam, wyszłam z łazienki i poszłam obudzić Emii żebyśmy już poszły do domu, zajęło nam to 15 minut, w drodze do domu żadna z nas nic nie mówiła. Emii męczył kac a mnie rozmowa z Carlosem, bardzo chciałabym żeby było jak dawniej ale już tak nie będzie. W domu czekali na nas zezłoszczeni rodzice...
- Gdzie się podziewałyście tyle czasu, moje drogie ? - zapytał ojciec, stanowczym głosem.
- Byłyśmy w kinie a potem poszłyśmy do Briany bo nas jej rodzice zaprosili na herbatę i tak trochę nam zajęło - powiedziałam i uśmiechnęłam się do rodziców, nie dając nic po sobie poznać.
- To prawda Emily ? - zapytała Mama
- Taak, naprawdę, przyrzekam - powiedziała stanowczo, nawet czasami udawało jej się kłamać jak chciała
- No to się ciesze, tylko czemu nie dałyście znaku życia ? - zapytała Mama
- Telefony nam się rozładowały a nie pamiętaliśmy waszych numerów - powiedziała Emii
- No dobrze, jesteście głodne ? - zapytał Ojciec
- Ja podziękuję, idę do pokoju jestem zmęczona - powiedziałam i udałam się w stronę pokoju a Emily zrobiła to samo. Płakałam w poduszkę, z tego całego zmęczenia zasnęłam

25 stycznia 2014

Prolog.

*Oczami Emily*
Już w starożytności ludzie wiedzieli o wilkokrwistych. Rozproszeni byli po całym świecie, od Ameryki aż po Azje i Australie. Nie ukrywali się, żyli w zgodzie z ludźmi do czasu aż pierwotni nie zaczęli pustoszyć osad i zabijać po kolei ludzi. Z każdym dniem było co raz gorzej, od małych potyczek po wielkie wojny siejące śmierć i zniszczenie. Teraz została tylko garstka tych, którzy próbują odnowić rody. Mieszkamy w ukryciu, nie pokazując naszych wilczych zachowań. Gdy jest pełnia staramy się nie wychodzić z domu, lub schować się gdzieś w lesie. Żyjemy w zgodzie z panującymi warunkami dominacji, a przynajmniej 3/4 z nas.
Nasza historia zaczyna się w Yorkshire. Ja, moja siostra Lucy i nasi rodzice. Lulu to moja przyszywana siostra, bardziej przyjaciółka. Rodzice znaleźli ją w pobliskim lesie gdy była niemowlakiem. Jej pierwsza przemiana odbyła się gdy miała 9 lat. Ja swojej jeszcze nie dokonałam, może to chodzi o geny albo jestem jakaś niedorozwinięta. Lucy zawsze była ta pierwsza, mnie nauczono czekać na swoją kolej i spokojnie stałam z boku. Czasami nawet brałam winę Lulu na siebie by ona nie miała większej kary. Na szczęście ja byłam córeczką tatusia i nic mi się złego nie stało. Ahh ! Nasi rodzice... Są bardzo rygorystyczni i nie rozumieją słowa ' Nie '. Oni nauczyli Lulu samokontroli i jak walczyć z agresją. Mnie natomiast szykują do pierwszej przemiany, która nie wiem kiedy będzie. W sumie ona sama przyjdzie, nie wiadomo w jakim czasie.

*Oczami Lucy* 
Nigdy nie chciałam wnikać w naszą historię, nigdy mnie nie interesowała, wiem tylko że musimy się ukrywać bo polują na nas. Mieszkam razem z Emily i naszymi rodzicami, są moją przyszywaną rodziną. Nigdy ich nie słuchałam, nikt nie będzie mi rozkazywać. Zawsze robiłam na przekór wszystkiemu i wszystkim. Emily jest taka że weźmie winę na siebie tylko żebym ja nie miała problemów w sumie pasowało mi to, a ich kochana Em nigdy nie umiała się im postawić. Ja przeszłam swoją transformacje 9 lat temu, ale szkoda mi jest Emi. Ona jeszcze nie przeszła przemiany. Mówi że jest niedorozwojem ale zawsze jej mówię że musi czekać i że w końcu nadejdzie jej czas. lecz nigdy mnie nie słucha i bredzi swoje. Nie rozumiem o co chodzi rodzicom, podczas pełni ciągle wychodzę pobiegać i jakoś jeszcze nikt mnie nie złapał. Dobrze chociaż że w szkole nie mamy takich problemów jak w domu, jedynym minusem jest ciągłe ukrywanie. Chodzimy do pobliskiego liceum. Oczywiście nie była by to normalna szkoła bez szkolnego ' gwiazdora ',  chodzi z nami do szkoły Carlos. Osobiście staram się go unikać bo wiadomo, że jak idzie on to jeszcze kilkanaście jego piszczących faneczek, naprawdę są nie do wytrzymania. Podsumowując pasuje mi takie życie na krawędzi. Nigdy nie wiadomo co może się stać następnego dnia.

24 stycznia 2014