*Oczami Emily*
Już w starożytności ludzie wiedzieli o wilkokrwistych. Rozproszeni byli po całym świecie, od Ameryki aż po Azje i Australie. Nie ukrywali się, żyli w zgodzie z ludźmi do czasu aż pierwotni nie zaczęli pustoszyć osad i zabijać po kolei ludzi. Z każdym dniem było co raz gorzej, od małych potyczek po wielkie wojny siejące śmierć i zniszczenie. Teraz została tylko garstka tych, którzy próbują odnowić rody. Mieszkamy w ukryciu, nie pokazując naszych wilczych zachowań. Gdy jest pełnia staramy się nie wychodzić z domu, lub schować się gdzieś w lesie. Żyjemy w zgodzie z panującymi warunkami dominacji, a przynajmniej 3/4 z nas.
Nasza historia zaczyna się w Yorkshire. Ja, moja siostra Lucy i nasi rodzice. Lulu to moja przyszywana siostra, bardziej przyjaciółka. Rodzice znaleźli ją w pobliskim lesie gdy była niemowlakiem. Jej pierwsza przemiana odbyła się gdy miała 9 lat. Ja swojej jeszcze nie dokonałam, może to chodzi o geny albo jestem jakaś niedorozwinięta. Lucy zawsze była ta pierwsza, mnie nauczono czekać na swoją kolej i spokojnie stałam z boku. Czasami nawet brałam winę Lulu na siebie by ona nie miała większej kary. Na szczęście ja byłam córeczką tatusia i nic mi się złego nie stało. Ahh ! Nasi rodzice... Są bardzo rygorystyczni i nie rozumieją słowa ' Nie '. Oni nauczyli Lulu samokontroli i jak walczyć z agresją. Mnie natomiast szykują do pierwszej przemiany, która nie wiem kiedy będzie. W sumie ona sama przyjdzie, nie wiadomo w jakim czasie.
*Oczami Lucy*
Nigdy nie chciałam wnikać w naszą historię, nigdy mnie nie interesowała, wiem tylko że musimy się ukrywać bo polują na nas. Mieszkam razem z Emily i naszymi rodzicami, są moją przyszywaną rodziną. Nigdy ich nie słuchałam, nikt nie będzie mi rozkazywać. Zawsze robiłam na przekór wszystkiemu i wszystkim. Emily jest taka że weźmie winę na siebie tylko żebym ja nie miała problemów w sumie pasowało mi to, a ich kochana Em nigdy nie umiała się im postawić. Ja przeszłam swoją transformacje 9 lat temu, ale szkoda mi jest Emi. Ona jeszcze nie przeszła przemiany. Mówi że jest niedorozwojem ale zawsze jej mówię że musi czekać i że w końcu nadejdzie jej czas. lecz nigdy mnie nie słucha i bredzi swoje. Nie rozumiem o co chodzi rodzicom, podczas pełni ciągle wychodzę pobiegać i jakoś jeszcze nikt mnie nie złapał. Dobrze chociaż że w szkole nie mamy takich problemów jak w domu, jedynym minusem jest ciągłe ukrywanie. Chodzimy do pobliskiego liceum. Oczywiście nie była by to normalna szkoła bez szkolnego ' gwiazdora ', chodzi z nami do szkoły Carlos. Osobiście staram się go unikać bo wiadomo, że jak idzie on to jeszcze kilkanaście jego piszczących faneczek, naprawdę są nie do wytrzymania. Podsumowując pasuje mi takie życie na krawędzi. Nigdy nie wiadomo co może się stać następnego dnia.

